poniedziałek, 5 listopada 2012

Rozdział II

- T-ty zarabiałaś cztery miesiące na takie spodnie? - Zapytał zszokowany mulat.
- Tak plus dwa miesiące na pasek? A jak inczej? - Zakpiłam. Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Ile walizek przywiozłaś? - Zapytał Louis. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jedną a jakże inaczej? - Zapytałam a w odpowiedzi usłyaszałam szepty takie jak " trzeba ją zabrać na zakupy" Spojrzałam w strone szyby i zobaczyłam duży, czarny, lakierowany fortepian!
- moge zagrać? - Pisnełam wskazując na instrument.
- Jasne! - Krzyknął Harry. Pisnęłam ze szcześcia i podbiegłam do instrumentu. Przejechałam palcami po klawiszach. Wydobyły piękne dźwięki. Tak jak wtedy gdy mama grała mi na fortepianie. Chłopacy usiedli przy fortepianie i uważnie mi się przyglądali. Poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec. Ułożyłam palce i zaczęłam grać tak. Z tą piosenką wiązałam tyle uczuć. Samotna łza powędrowała po moim policzku, lecz grałam dalej. Kiedy skończyłam chłopacy bili mi brawo i smarkali w chusteczki.
- Więc teraz wiem co lubisz robić! - Krzyknął Louis. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna który świdrował na mnie wzrokiem.
- Jesteś z Irlandii? - Zapytał nagle. Przetarłam suche i popękane usta.
- Skąd wiesz? - Zapytałam zdziwiona tak szybkim rozpoznaniem.
- Trzy rzeczy. Pierwsza masz dziwny akcent typowo irlandzki, po drugie jestem Irlandczykiem a po trzecie widziałem cię kiedyś w parku jak grałaś na gitarze z starsza kobietą. - Powiedział. Zdziwiło mnie. Oczywiście czułam, że go skądś kojarze. Chlopak usmiechnął się.
- Ładnie też śpiewasz. - Powieział po namyśle. No tak! Przecież w parku zawsze śpiewałam! Pod płaczącą wierzbą. Widziałam blond czupryne, lecz nigdy nie zwracałam na to uwagi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz