-Prosze zapiąc pasy, za chwilę lądujemy. - W głośnikach samolotu rozległ się ciepły głos kobiety. Posłusznie wykonałam czynność. Lekki szmer, wysokie ciśnienie i jestemy na lądzie. Odpiełam pasy i wyszłam. Patrząc na taśme szukałam mojej czarnej walizki z różnymi naklejkami. Kiedy ją zauważyłam ściągnełam szybkim ruchem na podłogę. Wyjełam z niego czarny płaszczyk i ubrałam go. Wzrokiem szukałam pana z moim imieniem. Odnalazłam starszego pana przed limuzyną trzymającego kartkę z napisem "Mrs. Savannah Crue"
Podeszłam do niego i wytłumaczyłam, że to ja. Mężczyzna wziął moją walizke i otwórzył drzwi do auta. Weszłam posłusznie czekając na kierowce. Wszedł po chwili zapalając auto.
- Młodzieniec Harry kazał panne zawieść do studia. - Powiedział miłym głosem.
- Dobrze. - Odparłam i rozsiadłam się w fotelu. Pan jechał średnią prędkością przez miasto. Podziwiałam różne budynki. W końcy mężczyzna zgasił silnik. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi. Wyszłam.
- Walizkę zawiozę do domu i zostawię na korytarzu. - Powiedział miłym głosem. Skinełam tylko głową i weszłam do budynku. Podeszłam do recepcji gdzie siedziała starsza pani.
- Gdzie ma próbę nagraniową Harry Styles? - Zapytałam. Kobieta spojrzała na mnie zza okularów.
- A Pani to? - Zapytała chłodnym głosem.
- Savannah Crue-Styles. - Powiedziałam. Kobieta zerkneła na mnie i na komputer.
- Drugie piętro sala nr. 19. - Powiedziała. uśmiechnełam się i odeszłam.
" Ale straszna kobieta!" Pomyślałam wchodząc po schodach. Gdy byłam na drugim piętrze szukałam numerku. Sala 16, 17, 18 i 19! Zapukałam do środka.
- Proszę! - Usłyszałam krzyk zza drzwi. Weszłam niepewnie do pomieszczenie gdzie siedziała piątka chłopaków. Każdy spojrzał na mnie pytającym wzrokiem oprócz kręcono-włosego.
- Sava to ty? - Zapytał chłopak w loczkach podnoszac się z kanapy.
- Ty to Harry tak? - Zapytałam lecz chłopak rzucił się na mnie z uściskami.
- Jaka ty piekna! - Krzyknął odstawiając mnie na podłoge. Spuściłam wzrok i cofnełam się, lecz tego pożałowałam. Była tam skórka od banana. Zrobiłam niezłego fikołka upadając na ziemie.
"Nieźle już gleba! Pomyslą, że jesteś jakąś ślamazara!" Skarciłam się w myślach. Harry i jakiś blondyn szybko podbiegli do mnie. Przetarłam oczy.
- Kto zostawia skórki od bananów na ziemi?!- Wyszeptałam na tyle głośno, że chłopacy słyszeli.
- Przepraszamy! Możesz wstac? Boli cię głowa? Jest ci niedobrze? - Zaczął Harry. Blondyn pomógł mi wstać. Spojrzałam na Harrego i wymusiłam malutki usmieszek.
- Jest okey tylko 4 miesiące pracy w budzce z hot-dogami by zarobić kase na spodnie właśnie się zmarnowały. - Poiedziałam patrząc na kilka dziurek w spodniach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz