Muszę zawieścić pisanie, ponieważ mam dużo blogów z Niall`em i moje pomysły znikają. Postanowiłam zrobić, pisać...Przemyślany, poetycki blog o Harry`m!
http://beacuse-you-re.blogspot.com/ Proszę o odwiedziny i komentarze!
Little things... Niall...
sobota, 29 grudnia 2012
czwartek, 8 listopada 2012
Komy
Postanowiłam dodać rozdział z romansem Nialla i Savy, z mroczną tajemnicą Zayna, z ważną informacją Savy i z złością Harrego, ale to nie będzie za darmo! napisze na kolorowo byście zrozumieli: pod V rozdziałem ma być conajmiej 1 kom!!! Inaczej się nie da! Żeby napisac koma wystarczy: Znaleść pod postem brak komentarza, lub jeżeli jakiś będzie to będzie pisało np. 2 komentarze. Wciskamy to i piszemy co chcemy. Dalej to opublikujemy i git! Mam nadzieje, że napiszesz pod V rozdziałem koma!!!
środa, 7 listopada 2012
Rozdział V
Oczami Harrego:
W szpitalu nie byliśmy kilka dni. Lekarz mówił byśmy przyjechali, bo ma ważną informacje. Jechaliśmy jak głupki. kiedy bylismy w środku pobiegliśmy pod sale Savy. Stał tam już lekarz.
- I co z nią?! - Prawie krzyknałem. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Kilka dni temu dziewczyna obudziła się. Zrobiliśmy badania. Stało się coś niesamowitego! Wszystkie badania były pozytywne jej stan jest wspaniały a sama mówi, że czuje się jak nowo narodzona! - Pwoiedział szczęśliwy lekarz. Wydobyłem okrzyk szczęścia i przejechałem się po holu na kolanach. W tym czasie Liam porozmawaił z lekarzem. Lekarz coś powiedział i odszedł zadowolony.
- Możemy do niej wejść. Lekarz uprzedził, że była tu jakaś kuzynka i, że się pozmieniała. - Powiedział Liam. Spojrzałem na niego i zapukałem do drzwi.
- Proszę! - Usłyszałem melodyjny głos siostry. Weszlismy wszyscy i zamurowało nas. Savannah siedziała z gitarą. Zupełnie inna:
- OMG to ty! Coś ty...jak ty...? Coś ty zrobiła! - Krzyknął Louis. Dziewczyna spuściła wzrok.
- Nie słuchaj go jesteś piękna! - Powiedziałem.
Oczami Savy:
- Ta miłe przywitanie....- Powiedziałam. Chłopacy spojrzeli na siebie i zaczeli mnie ściskać.
- I feel so lovly! (Czuje się taka kochana!) - Krzyknełam na co chłopacy wybuchli śmiechem.
- Kiedy cię wypisują? - Zapytał Niall. Spojrzałam na niego w jego oczach były iskierki radości.
- Dziś. Za jakąś godzinkę. - Powiedziałam a na twarzy chłopaka zagościł szeroki uśmiech. Odgarnełam niebiesko-żółto-białą grzywke i uśmiechnełam się szczerze do chłopców.
- Ile byłam w śpiączce? - Zapytałam. Chłopakom zrzędła mina.
- 3 tygodnie... - Wyszeptał Niall. Roździabiłam usta ze zdziwienia.
- Fuck! Nie byłam u dentysty, na lekcjach fortepianie, lekcji gry na gitzarze, na urodzinach Destiny, na wreszcie na randce z ... - I tu przerwałąm i się zaśmiałam. Chciałam powiedzieć "nie byłam wreszcie na randce z Niallem"
- Aaa! Moje lekcje baletu! Mrs. Qreste mnie utłucze! to byłą moja sznasa! - Pisnełam prawie bliska załamaniu nerwowemu.
W szpitalu nie byliśmy kilka dni. Lekarz mówił byśmy przyjechali, bo ma ważną informacje. Jechaliśmy jak głupki. kiedy bylismy w środku pobiegliśmy pod sale Savy. Stał tam już lekarz.
- I co z nią?! - Prawie krzyknałem. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Kilka dni temu dziewczyna obudziła się. Zrobiliśmy badania. Stało się coś niesamowitego! Wszystkie badania były pozytywne jej stan jest wspaniały a sama mówi, że czuje się jak nowo narodzona! - Pwoiedział szczęśliwy lekarz. Wydobyłem okrzyk szczęścia i przejechałem się po holu na kolanach. W tym czasie Liam porozmawaił z lekarzem. Lekarz coś powiedział i odszedł zadowolony.
- Możemy do niej wejść. Lekarz uprzedził, że była tu jakaś kuzynka i, że się pozmieniała. - Powiedział Liam. Spojrzałem na niego i zapukałem do drzwi.
- Proszę! - Usłyszałem melodyjny głos siostry. Weszlismy wszyscy i zamurowało nas. Savannah siedziała z gitarą. Zupełnie inna:
- Nie słuchaj go jesteś piękna! - Powiedziałem.
Oczami Savy:
- Ta miłe przywitanie....- Powiedziałam. Chłopacy spojrzeli na siebie i zaczeli mnie ściskać.
- I feel so lovly! (Czuje się taka kochana!) - Krzyknełam na co chłopacy wybuchli śmiechem.
- Kiedy cię wypisują? - Zapytał Niall. Spojrzałam na niego w jego oczach były iskierki radości.
- Dziś. Za jakąś godzinkę. - Powiedziałam a na twarzy chłopaka zagościł szeroki uśmiech. Odgarnełam niebiesko-żółto-białą grzywke i uśmiechnełam się szczerze do chłopców.
- Ile byłam w śpiączce? - Zapytałam. Chłopakom zrzędła mina.
- 3 tygodnie... - Wyszeptał Niall. Roździabiłam usta ze zdziwienia.
- Fuck! Nie byłam u dentysty, na lekcjach fortepianie, lekcji gry na gitzarze, na urodzinach Destiny, na wreszcie na randce z ... - I tu przerwałąm i się zaśmiałam. Chciałam powiedzieć "nie byłam wreszcie na randce z Niallem"
- Aaa! Moje lekcje baletu! Mrs. Qreste mnie utłucze! to byłą moja sznasa! - Pisnełam prawie bliska załamaniu nerwowemu.
IV rozdział
Oczami Nialla:
Hazza wyskoczył z pomysłem, żeby ją podsłuchiwać. Na początku nikt nie chciał, lecz po chwili podążyliśmy za Savannah. Weszła do gabinetu. Wszyscy przyłorzylismy uszy do drzwi i słuchaliśmy:
- Ah Panna Savannach Crue! Miło mi poznać moją paciętke! Nazywam się Edward Sparks. - Powiedział radośnie jakiś pan.
- Tak...miło poznać - Powiedziała cicho sava. (napisze wam w skrótach ok? aut.)
E: A więc słyszałem o nie miłym wypadku...Chce Pani o tym opowiedzieć?
S:Tak w końcu tu po to przyszłam.
E:prosze zaczynać. Jeżeli nie chcę pani czegoś powiedzieć, prosze mówić, że chce pani przerwać.
S: Dobrze a więc... Ogólnie pochodze z ubogiej rodziny. Razem z mamą i tatą ciężko pracowaliśmy, lecz i tak kochałam ich nad życie.Raz zapytałam się czemu nie mam rodzeństwa. Nie dawno po tym tata zabrał nas na kolacje. Tam powiedział, że mam brata i że miał rozwód nie dawno. Mama się załamała. Mówił, że jest jedyną a to było kłamstwo. Jednej nocy kiedy robiłam z mamą kolację, powiedziała że odchodzi....że mam być szcześliwa....Że mam poznać mojego brata...Po tym miała zawał. .... Umarła na miejscu. Tata coraz ciężej pracował a jego organizm nie wytrzymał. Podobnie powiedział słowa mamy i odszedł. Załąmałam się. Ludzie wytykali mnie palcami. Kiedy dostałam testament, tata napisał, że póki nie skończe 19 lat mam mieszkac u brata. Nie chciałam. Lecz muszę. Może się przyzwyczaje, może nie?
E:Miałaś ciężkie przeżycia. A muzyka. Słyszałem, że grasz i tańczysz.
S: To prawda. Chodze na balet. Robie to, bo okazuje tym uczucia i tworze układy. Jeśli chodzi o instrumenty i śpiew... To po mamie. Zawsze śpiewała mi taką miłą kołysankę. Potem nauczyłam się jej na fortepianie.... i tak mi zostało.
E: Czy obwiniasz się za wszystko?
S: Tak. Bo to moja wina. Ja pytałam się czemu nie mam rodzeństwa. Ja nie uratowałam mamy. Tata przemęczał się bym miała co jeść.
E: Hmm... Słuchaj. Nie musisz się obwiniać! To wszystko nie twoja wina. Kiedy wrócisz do domu, porozmawiaj z bratem. On jest teraz twoją rodziną i teraz będziesz go najbardziej potrzebowała!
S: Dobrze...
E: a twoje koszmary? Te krzyki?
S: Ach tak. Dowiedziałąm się od babci, że w nocy krzycze i płacze. Robie to dlatego, że w moich snach zabijają mame i tate...Wtedy czuje ten ból.
E: Rozumiem czyli twój strach, ból, smutek, rozpacz kumuluje sie przez sen i tworzy coś takiego?
S: Tak, chyba....tak
E: Dobrze postaraj się w snach myśleć o czymś co kochasz np. o kołysance mamy. A co do rozmowy potrzebujesz jej.
S: Dziekuje i dowidzenie. Po tym usłyszeliśmy kroki i upadliśmy an pdłoge.Przed nami stałą Savannah.
- Co wy tu? - Wykrztusiła.
- Wy słyszeliście...- Zatkała usta dłonią i uciekła. Szybko wstalismy i pobiegliśmy za nią. Uciekła na ulice, lecz....
Oczami Savanny:
Wszystko działo się tak szybko. Biegłam. W uszach słyszałam kołyzanke mamy. Potem jaskrawe światło. Klakson tira. Krzyki. i ból. Potem czułam się jakbym latała i znowu straszny ból. Słyszałam krzyki, syreny pogotowia. Lecz mi w uszach ciągle grała kołysanka: my immortal. I płacz. Zaraz kogo? Nie mamy i taty. Czyli ktoś mnie kocha!
- Ktoś mnie kocha...- Wyszeptała i z uśmiechem pogrążryłam się w ciemności.
Oczami Harrego:
Save niestety pogrążyli w śpiączce farmakologicznej. Pamiętam jak wyszeptała "Ktoś mnie kocha" I z uśmiechem zamknęła oczy. Lekarze mówią, że będzie tak przez tydzień, bo organizm nie jest tak zniszczony. Chociaż jej nie znam, słyszałem ile przeżyał i jest mi jej żal. Razem z chłopakami odwiedzamy ją codziennie. Śpiewając kołysanke którą nauczyła ją jej mama. Skąd ją mamy? Niall znalazł ja w jej notesie z piosenkami.
Hazza wyskoczył z pomysłem, żeby ją podsłuchiwać. Na początku nikt nie chciał, lecz po chwili podążyliśmy za Savannah. Weszła do gabinetu. Wszyscy przyłorzylismy uszy do drzwi i słuchaliśmy:
- Ah Panna Savannach Crue! Miło mi poznać moją paciętke! Nazywam się Edward Sparks. - Powiedział radośnie jakiś pan.
- Tak...miło poznać - Powiedziała cicho sava. (napisze wam w skrótach ok? aut.)
E: A więc słyszałem o nie miłym wypadku...Chce Pani o tym opowiedzieć?
S:Tak w końcu tu po to przyszłam.
E:prosze zaczynać. Jeżeli nie chcę pani czegoś powiedzieć, prosze mówić, że chce pani przerwać.
S: Dobrze a więc... Ogólnie pochodze z ubogiej rodziny. Razem z mamą i tatą ciężko pracowaliśmy, lecz i tak kochałam ich nad życie.Raz zapytałam się czemu nie mam rodzeństwa. Nie dawno po tym tata zabrał nas na kolacje. Tam powiedział, że mam brata i że miał rozwód nie dawno. Mama się załamała. Mówił, że jest jedyną a to było kłamstwo. Jednej nocy kiedy robiłam z mamą kolację, powiedziała że odchodzi....że mam być szcześliwa....Że mam poznać mojego brata...Po tym miała zawał. .... Umarła na miejscu. Tata coraz ciężej pracował a jego organizm nie wytrzymał. Podobnie powiedział słowa mamy i odszedł. Załąmałam się. Ludzie wytykali mnie palcami. Kiedy dostałam testament, tata napisał, że póki nie skończe 19 lat mam mieszkac u brata. Nie chciałam. Lecz muszę. Może się przyzwyczaje, może nie?
E:Miałaś ciężkie przeżycia. A muzyka. Słyszałem, że grasz i tańczysz.
S: To prawda. Chodze na balet. Robie to, bo okazuje tym uczucia i tworze układy. Jeśli chodzi o instrumenty i śpiew... To po mamie. Zawsze śpiewała mi taką miłą kołysankę. Potem nauczyłam się jej na fortepianie.... i tak mi zostało.
E: Czy obwiniasz się za wszystko?
S: Tak. Bo to moja wina. Ja pytałam się czemu nie mam rodzeństwa. Ja nie uratowałam mamy. Tata przemęczał się bym miała co jeść.
E: Hmm... Słuchaj. Nie musisz się obwiniać! To wszystko nie twoja wina. Kiedy wrócisz do domu, porozmawiaj z bratem. On jest teraz twoją rodziną i teraz będziesz go najbardziej potrzebowała!
S: Dobrze...
E: a twoje koszmary? Te krzyki?
S: Ach tak. Dowiedziałąm się od babci, że w nocy krzycze i płacze. Robie to dlatego, że w moich snach zabijają mame i tate...Wtedy czuje ten ból.
E: Rozumiem czyli twój strach, ból, smutek, rozpacz kumuluje sie przez sen i tworzy coś takiego?
S: Tak, chyba....tak
E: Dobrze postaraj się w snach myśleć o czymś co kochasz np. o kołysance mamy. A co do rozmowy potrzebujesz jej.
S: Dziekuje i dowidzenie. Po tym usłyszeliśmy kroki i upadliśmy an pdłoge.Przed nami stałą Savannah.
- Co wy tu? - Wykrztusiła.
- Wy słyszeliście...- Zatkała usta dłonią i uciekła. Szybko wstalismy i pobiegliśmy za nią. Uciekła na ulice, lecz....
Oczami Savanny:
Wszystko działo się tak szybko. Biegłam. W uszach słyszałam kołyzanke mamy. Potem jaskrawe światło. Klakson tira. Krzyki. i ból. Potem czułam się jakbym latała i znowu straszny ból. Słyszałam krzyki, syreny pogotowia. Lecz mi w uszach ciągle grała kołysanka: my immortal. I płacz. Zaraz kogo? Nie mamy i taty. Czyli ktoś mnie kocha!
- Ktoś mnie kocha...- Wyszeptała i z uśmiechem pogrążryłam się w ciemności.
Oczami Harrego:
Save niestety pogrążyli w śpiączce farmakologicznej. Pamiętam jak wyszeptała "Ktoś mnie kocha" I z uśmiechem zamknęła oczy. Lekarze mówią, że będzie tak przez tydzień, bo organizm nie jest tak zniszczony. Chociaż jej nie znam, słyszałem ile przeżyał i jest mi jej żal. Razem z chłopakami odwiedzamy ją codziennie. Śpiewając kołysanke którą nauczyła ją jej mama. Skąd ją mamy? Niall znalazł ja w jej notesie z piosenkami.
wtorek, 6 listopada 2012
Rozdział III
Zaśpiewaj! - Krzyknął chyba Louis. Poczułam, że cała robie się czerwona ze wstydu.
- Muszę? - Zapytałam z nadzieją. Wszyscy pokiwali głową znacząco. Westchnęłam i podałam nuty Horanowi. Zdziwił się patrząc na mnie i to na nuty.
- Pomożesz mi grać. Weź gitare. - Powiedziałam i ułożyłam palce czekając aż chłopak się oswoi z nutami.
Po chwili ułożył chwyt i dał mi znak bym zaczynała. Zaczęłam grać i śpiewać tak. Blondyn zgrabnie pomagając gitarą Kiedy skończyłąm chłopacy siedzieli zdziwioni. Poczułam się poniżona.
- Wiem, wiem nie umiem śpiewać....- Powiedziałam lecz przerwał mi mulat.
- Jesteś niesamowita! Skąd umiesz tak śpiewać!? Musimy ci chyba załatwić trase! - Krzyknął. Chłopacy mu przytakiwali. Cała zalałam się rumiencem.
- Ach tak! Nie przedstawiłem Ci nich! Więc ten mulat to Zayn, ten blondyn to Niall, ten chłopak z marchwią to Louis, ten na bibera to Liam a ja to oczywiście Harry! Ale mów mi prosze Hazza. - Powiedział. Spuściłam wzrok. Są sławni na całym świecie a ja nie znam ich imion! Masakra. Przypomniało mi się nagle, że mam wizytę u psychiatra. Chodziłam do tego w Irladnii ale jego kuzyn tu jest i powiedział, że pomoże mi z śmiercią rodziców. Spojrzałam czy któryś ma zegarek. Miał go Hazza.
- Która godzina? - Zapytałam. Chłopak spojrzał na zegarek i powiedział:
- 16:56 a co? - Spanikowałam zaczełam szukać telefonu. Znalazłam go na podłodze. Schowałam do torby.
- Musze lecieć! -Powiedziałąm i już chciałam wychodzić lecz chłopacy mnie powstrzymali.
- Podwieziemy cię! - Krzyknął zadowolony Liam i pociągnął mnie za rękę. Zbiegliśmy po schodach, wyszliśmy z budynku i weszliśmy do czarnego vana. Podałm cicho adres Liamowi a on jechał słusznie.
W końcu stanełam przed budynkiem. Był nowoczesny. Miał duże szyby, metalowe ozdoby i wielkie szklane drzwi.
- Będziemy czekać. - Powiedział Harry. Już chciałam się sprzeciwić lecz nie moge się spóźnić tak bardzo! Rzuciłam szybkie 'ok, lece' i wbiegłam.
Oczami Harrego:
Sava zniknęła za drzwiami. Co ona tam będzie robić?!
- Muszę? - Zapytałam z nadzieją. Wszyscy pokiwali głową znacząco. Westchnęłam i podałam nuty Horanowi. Zdziwił się patrząc na mnie i to na nuty.
- Pomożesz mi grać. Weź gitare. - Powiedziałam i ułożyłam palce czekając aż chłopak się oswoi z nutami.
Po chwili ułożył chwyt i dał mi znak bym zaczynała. Zaczęłam grać i śpiewać tak. Blondyn zgrabnie pomagając gitarą Kiedy skończyłąm chłopacy siedzieli zdziwioni. Poczułam się poniżona.
- Wiem, wiem nie umiem śpiewać....- Powiedziałam lecz przerwał mi mulat.
- Jesteś niesamowita! Skąd umiesz tak śpiewać!? Musimy ci chyba załatwić trase! - Krzyknął. Chłopacy mu przytakiwali. Cała zalałam się rumiencem.
- Ach tak! Nie przedstawiłem Ci nich! Więc ten mulat to Zayn, ten blondyn to Niall, ten chłopak z marchwią to Louis, ten na bibera to Liam a ja to oczywiście Harry! Ale mów mi prosze Hazza. - Powiedział. Spuściłam wzrok. Są sławni na całym świecie a ja nie znam ich imion! Masakra. Przypomniało mi się nagle, że mam wizytę u psychiatra. Chodziłam do tego w Irladnii ale jego kuzyn tu jest i powiedział, że pomoże mi z śmiercią rodziców. Spojrzałam czy któryś ma zegarek. Miał go Hazza.
- Która godzina? - Zapytałam. Chłopak spojrzał na zegarek i powiedział:
- 16:56 a co? - Spanikowałam zaczełam szukać telefonu. Znalazłam go na podłodze. Schowałam do torby.
- Musze lecieć! -Powiedziałąm i już chciałam wychodzić lecz chłopacy mnie powstrzymali.
- Podwieziemy cię! - Krzyknął zadowolony Liam i pociągnął mnie za rękę. Zbiegliśmy po schodach, wyszliśmy z budynku i weszliśmy do czarnego vana. Podałm cicho adres Liamowi a on jechał słusznie.
W końcu stanełam przed budynkiem. Był nowoczesny. Miał duże szyby, metalowe ozdoby i wielkie szklane drzwi.
- Będziemy czekać. - Powiedział Harry. Już chciałam się sprzeciwić lecz nie moge się spóźnić tak bardzo! Rzuciłam szybkie 'ok, lece' i wbiegłam.
Oczami Harrego:
Sava zniknęła za drzwiami. Co ona tam będzie robić?!
poniedziałek, 5 listopada 2012
Rozdział II
- T-ty zarabiałaś cztery miesiące na takie spodnie? - Zapytał zszokowany mulat.
- Tak plus dwa miesiące na pasek? A jak inczej? - Zakpiłam. Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Ile walizek przywiozłaś? - Zapytał Louis. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jedną a jakże inaczej? - Zapytałam a w odpowiedzi usłyaszałam szepty takie jak " trzeba ją zabrać na zakupy" Spojrzałam w strone szyby i zobaczyłam duży, czarny, lakierowany fortepian!
- moge zagrać? - Pisnełam wskazując na instrument.
- Jasne! - Krzyknął Harry. Pisnęłam ze szcześcia i podbiegłam do instrumentu. Przejechałam palcami po klawiszach. Wydobyły piękne dźwięki. Tak jak wtedy gdy mama grała mi na fortepianie. Chłopacy usiedli przy fortepianie i uważnie mi się przyglądali. Poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec. Ułożyłam palce i zaczęłam grać tak. Z tą piosenką wiązałam tyle uczuć. Samotna łza powędrowała po moim policzku, lecz grałam dalej. Kiedy skończyłam chłopacy bili mi brawo i smarkali w chusteczki.
- Więc teraz wiem co lubisz robić! - Krzyknął Louis. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna który świdrował na mnie wzrokiem.
- Jesteś z Irlandii? - Zapytał nagle. Przetarłam suche i popękane usta.
- Skąd wiesz? - Zapytałam zdziwiona tak szybkim rozpoznaniem.
- Trzy rzeczy. Pierwsza masz dziwny akcent typowo irlandzki, po drugie jestem Irlandczykiem a po trzecie widziałem cię kiedyś w parku jak grałaś na gitarze z starsza kobietą. - Powiedział. Zdziwiło mnie. Oczywiście czułam, że go skądś kojarze. Chlopak usmiechnął się.
- Ładnie też śpiewasz. - Powieział po namyśle. No tak! Przecież w parku zawsze śpiewałam! Pod płaczącą wierzbą. Widziałam blond czupryne, lecz nigdy nie zwracałam na to uwagi
- Tak plus dwa miesiące na pasek? A jak inczej? - Zakpiłam. Wszyscy spojrzeli na mnie.
- Ile walizek przywiozłaś? - Zapytał Louis. Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Jedną a jakże inaczej? - Zapytałam a w odpowiedzi usłyaszałam szepty takie jak " trzeba ją zabrać na zakupy" Spojrzałam w strone szyby i zobaczyłam duży, czarny, lakierowany fortepian!
- moge zagrać? - Pisnełam wskazując na instrument.
- Jasne! - Krzyknął Harry. Pisnęłam ze szcześcia i podbiegłam do instrumentu. Przejechałam palcami po klawiszach. Wydobyły piękne dźwięki. Tak jak wtedy gdy mama grała mi na fortepianie. Chłopacy usiedli przy fortepianie i uważnie mi się przyglądali. Poczułam jak moje policzki oblewa rumieniec. Ułożyłam palce i zaczęłam grać tak. Z tą piosenką wiązałam tyle uczuć. Samotna łza powędrowała po moim policzku, lecz grałam dalej. Kiedy skończyłam chłopacy bili mi brawo i smarkali w chusteczki.
- Więc teraz wiem co lubisz robić! - Krzyknął Louis. Uśmiechnęłam się i spojrzałam na blondyna który świdrował na mnie wzrokiem.
- Jesteś z Irlandii? - Zapytał nagle. Przetarłam suche i popękane usta.
- Skąd wiesz? - Zapytałam zdziwiona tak szybkim rozpoznaniem.
- Trzy rzeczy. Pierwsza masz dziwny akcent typowo irlandzki, po drugie jestem Irlandczykiem a po trzecie widziałem cię kiedyś w parku jak grałaś na gitarze z starsza kobietą. - Powiedział. Zdziwiło mnie. Oczywiście czułam, że go skądś kojarze. Chlopak usmiechnął się.
- Ładnie też śpiewasz. - Powieział po namyśle. No tak! Przecież w parku zawsze śpiewałam! Pod płaczącą wierzbą. Widziałam blond czupryne, lecz nigdy nie zwracałam na to uwagi
Rozdział I
-Prosze zapiąc pasy, za chwilę lądujemy. - W głośnikach samolotu rozległ się ciepły głos kobiety. Posłusznie wykonałam czynność. Lekki szmer, wysokie ciśnienie i jestemy na lądzie. Odpiełam pasy i wyszłam. Patrząc na taśme szukałam mojej czarnej walizki z różnymi naklejkami. Kiedy ją zauważyłam ściągnełam szybkim ruchem na podłogę. Wyjełam z niego czarny płaszczyk i ubrałam go. Wzrokiem szukałam pana z moim imieniem. Odnalazłam starszego pana przed limuzyną trzymającego kartkę z napisem "Mrs. Savannah Crue"
Podeszłam do niego i wytłumaczyłam, że to ja. Mężczyzna wziął moją walizke i otwórzył drzwi do auta. Weszłam posłusznie czekając na kierowce. Wszedł po chwili zapalając auto.
- Młodzieniec Harry kazał panne zawieść do studia. - Powiedział miłym głosem.
- Dobrze. - Odparłam i rozsiadłam się w fotelu. Pan jechał średnią prędkością przez miasto. Podziwiałam różne budynki. W końcy mężczyzna zgasił silnik. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi. Wyszłam.
- Walizkę zawiozę do domu i zostawię na korytarzu. - Powiedział miłym głosem. Skinełam tylko głową i weszłam do budynku. Podeszłam do recepcji gdzie siedziała starsza pani.
- Gdzie ma próbę nagraniową Harry Styles? - Zapytałam. Kobieta spojrzała na mnie zza okularów.
- A Pani to? - Zapytała chłodnym głosem.
- Savannah Crue-Styles. - Powiedziałam. Kobieta zerkneła na mnie i na komputer.
- Drugie piętro sala nr. 19. - Powiedziała. uśmiechnełam się i odeszłam.
" Ale straszna kobieta!" Pomyślałam wchodząc po schodach. Gdy byłam na drugim piętrze szukałam numerku. Sala 16, 17, 18 i 19! Zapukałam do środka.
- Proszę! - Usłyszałam krzyk zza drzwi. Weszłam niepewnie do pomieszczenie gdzie siedziała piątka chłopaków. Każdy spojrzał na mnie pytającym wzrokiem oprócz kręcono-włosego.
- Sava to ty? - Zapytał chłopak w loczkach podnoszac się z kanapy.
- Ty to Harry tak? - Zapytałam lecz chłopak rzucił się na mnie z uściskami.
- Jaka ty piekna! - Krzyknął odstawiając mnie na podłoge. Spuściłam wzrok i cofnełam się, lecz tego pożałowałam. Była tam skórka od banana. Zrobiłam niezłego fikołka upadając na ziemie.
"Nieźle już gleba! Pomyslą, że jesteś jakąś ślamazara!" Skarciłam się w myślach. Harry i jakiś blondyn szybko podbiegli do mnie. Przetarłam oczy.
- Kto zostawia skórki od bananów na ziemi?!- Wyszeptałam na tyle głośno, że chłopacy słyszeli.
- Przepraszamy! Możesz wstac? Boli cię głowa? Jest ci niedobrze? - Zaczął Harry. Blondyn pomógł mi wstać. Spojrzałam na Harrego i wymusiłam malutki usmieszek.
- Jest okey tylko 4 miesiące pracy w budzce z hot-dogami by zarobić kase na spodnie właśnie się zmarnowały. - Poiedziałam patrząc na kilka dziurek w spodniach.
Podeszłam do niego i wytłumaczyłam, że to ja. Mężczyzna wziął moją walizke i otwórzył drzwi do auta. Weszłam posłusznie czekając na kierowce. Wszedł po chwili zapalając auto.
- Młodzieniec Harry kazał panne zawieść do studia. - Powiedział miłym głosem.
- Dobrze. - Odparłam i rozsiadłam się w fotelu. Pan jechał średnią prędkością przez miasto. Podziwiałam różne budynki. W końcy mężczyzna zgasił silnik. Wyszedł z auta i otworzył mi drzwi. Wyszłam.
- Walizkę zawiozę do domu i zostawię na korytarzu. - Powiedział miłym głosem. Skinełam tylko głową i weszłam do budynku. Podeszłam do recepcji gdzie siedziała starsza pani.
- Gdzie ma próbę nagraniową Harry Styles? - Zapytałam. Kobieta spojrzała na mnie zza okularów.
- A Pani to? - Zapytała chłodnym głosem.
- Savannah Crue-Styles. - Powiedziałam. Kobieta zerkneła na mnie i na komputer.
- Drugie piętro sala nr. 19. - Powiedziała. uśmiechnełam się i odeszłam.
" Ale straszna kobieta!" Pomyślałam wchodząc po schodach. Gdy byłam na drugim piętrze szukałam numerku. Sala 16, 17, 18 i 19! Zapukałam do środka.
- Proszę! - Usłyszałam krzyk zza drzwi. Weszłam niepewnie do pomieszczenie gdzie siedziała piątka chłopaków. Każdy spojrzał na mnie pytającym wzrokiem oprócz kręcono-włosego.
- Sava to ty? - Zapytał chłopak w loczkach podnoszac się z kanapy.
- Ty to Harry tak? - Zapytałam lecz chłopak rzucił się na mnie z uściskami.
- Jaka ty piekna! - Krzyknął odstawiając mnie na podłoge. Spuściłam wzrok i cofnełam się, lecz tego pożałowałam. Była tam skórka od banana. Zrobiłam niezłego fikołka upadając na ziemie.
"Nieźle już gleba! Pomyslą, że jesteś jakąś ślamazara!" Skarciłam się w myślach. Harry i jakiś blondyn szybko podbiegli do mnie. Przetarłam oczy.
- Kto zostawia skórki od bananów na ziemi?!- Wyszeptałam na tyle głośno, że chłopacy słyszeli.
- Przepraszamy! Możesz wstac? Boli cię głowa? Jest ci niedobrze? - Zaczął Harry. Blondyn pomógł mi wstać. Spojrzałam na Harrego i wymusiłam malutki usmieszek.
- Jest okey tylko 4 miesiące pracy w budzce z hot-dogami by zarobić kase na spodnie właśnie się zmarnowały. - Poiedziałam patrząc na kilka dziurek w spodniach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)